O autorze
Spoglądam na otaczający świat z psychologicznego punktu widzenia. Jestem Polakiem mówiącym i myślącym w ośmiu językach, dzięki czemu analizuję rzeczywistość z szerokiej perspektywy. Czerpię od innych to, co najlepsze w człowieku i przekazuję dalej. Jaki jestem? Zakochany w życiu. Czego pragnę? Aby każdy z nas stworzył takie życie, w jakim jest najlepszą wersją siebie, ma czego pragnie, pomaga innym i zmienia świat.

Amor umarł, niech żyje Dojrzała Miłość. O tym jak mit romantyzmu utrudnia budowanie dorosłych związków.

Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy i noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy. - przeczytała słowa Adama Mickiewicza Beata i westchnęła z rozrzewnieniem. - To dlaczego ja wcale nie mam spokojnej nocy, gdy wracam do pustego domu? - zapytała się, sięgając po kawę. Ta 34-letnia menedżerka z Katowic w ciągu 10 ostatnich lat zdążyła się rozwieść z mężem i dwukrotnie rozstać z innymi mężczyznami, za każdym razem powtarzając ten sam scenariusz: uwierzyć we wspaniałą przyszłość razem i odbić się potem od brutalnej rzeczywistości.

Beata obwinia się za te porażki, uważając że gdyby nie jej łatwowierność i wrodzona zdolność do wybierania, jak ich sama nazywa, "największych drani w tej części świata", to może wreszcie poznałaby mężczyznę, z jakim mogłaby spędzić resztę życia.



Problem Beaty nie dotyczy tylko jej, ale 26% dorosłych Polaków żyjących w pojedynkę, deklarujących obawy przed nieudanym małżeństwem (48% kobiet) lub utratą wolności (53% mężczyzn). Badania statystyczne Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że 27% nowo zawartych małżeństw się rozwiedzie: w 33% przypadków ze względu na niezgodność charakterów i w 25% ze względu na zdradę i zaangażowanie uczuciowe w innym partnerze. Te statystyki systematycznie od wielu lat się pogarszają, mimo że 51% osób między 24 - 34 rokiem życia wierzy w miłość "na zawsze", a 47% singli widzi siebie w małżeństwie i 14% w nieformalnym związku.

- Co czytasz? - zapytała Kaśka, która jak zwykle się spóźniła na spotkanie z koleżanką. Sorry, że jestem za późno, ale Piotrek nie chciał mi dać spokoju. Ależ to jest facet... - opowiadała z rumieńcami na twarzy.
- Piotrek? Ten którego poznałaś miesiąc temu?
- Nie, miesiąc temu poznałam Wojtka! Ale nudny był i nie zamierzam kontynuować tej znajomości. Ale Piotrek... - kontynuowała.
- Jak Ty to robisz? - przerwała jej Beata - Że trafiasz ciągle na fajnych facetów, a ja nie mam szczęścia w miłości?
- Jakiego szczęścia? - zapytała zdziwiona koleżanka. - Poczekaj, kupię sobie kawę i ci wszystko opowiem, bo Ty to jakoś tak staroświecko myślisz.

Gdy Kaśka szła po cappuccino Beata się zamyśliła. Jak to staroświecko? Spojrzała na książeczkę z cytatami o miłości i otworzyła ją na przypadkowej stronie.

Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości; Małgorzata Hillar.

- Co czytasz? - przerwała jej Kaśka. - Gryziemy z bólu ręce? Co to ma być? Umieramy z miłości? Piotrek owszem, gryzł mnie, ale w szyję i też miałam wrażenie że umrę, ale to było coś innego!!!
- Jak to co? To jest dziedzictwo naszej kultury! To prawda przodków, z której możemy czerpać mądrości, korzystając z wiedzy wybitnych ludzi. Sama zobacz! - Beata otworzyła książkę na kolejnej stronie. Trafiła na fragment Janusza Leona Wiśniewskiego:

Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić.

- Co? - oburzyła się Kaśka. - Bezsensowna miłość? Jak można kochać bez sensu, to jakieś uzależnienie jest, a nie miłość! I co to za założenie, że ktoś obcy mnie nie zrani? To znaczy, że ktoś mi bliski mnie skrzywdzi? Przecież to jest czysty sabotaż dojrzałego podejścia do związków!

Beata patrzyła na koleżankę z niesmakiem. Jak można obrażać uczucie wyższe? Jak można mówić o tym, że miłość ma mieć sens? Kątem oka rzuciła na kolejną stronę, a tam słowa Jonathana Carrolla:

Miłość to rezygnacja z panowania nad własnym losem.

Beata nie jest odosobniona w swoim, mającym ponad 200-letnie korzenie, podejściu do miłości. Ponad 60% Polaków wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia - wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie „Newsweeka” przez Grupę IQS. Ci respondenci wciąż zaczynają kochać od spojrzenia w zwierciadło duszy, a nie od sprawdzenia stanu konta oblubieńca lub oblubienicy – mówi dr Krzysztof Łęcki, socjolog kultury z Uniwersytetu Śląskiego. Ponieważ w naszych (zachodnich) kulturach dominuje model indywidualistyczny, wyboru partnera dokonują sami zainteresowani, kierując się uczuciami i popędami. W kulturach kolektywistycznych (wiele krajów Azji) małżeństwa są aranżowane. Podczas gdy Hindus zaczyna od małżeństwa i później pracuje nad miłością, Polak czy Niemiec czekają na miłość i dopiero wówczas myślą o sformalizowaniu związku.

Gdy Beata trwała w zadumie, Kaśka była zajęta obserwowaniem nowego księcia z bajki. Wszedł, przystojniak, do kawiarni i pewnym krokiem ruszył po małą czarną. Kaśka nie spuszczała z niego wzroku; lubując się w szerokości ramion (pewnie sportowiec) i pewności siebie (sprawdziła też, czy na palcu nie miał obrączki), nieświadomie zaczęła bawić się włosami. John Lee, angielski socjolog, który wyróżnił sześć typów miłości, nazwałby to zauroczenie erosem (miłością romantyczną). To właśnie eros, która opiera się na fascynacji, pożądaniu i pragnieniu bliskości, przedstawia poglądy ludzi wierzących w miłość od pierwszego wejrzenia. Osoby te są przekonane, że tylko w ten sposób tworzy się doskonały związek, który cementuje wieczne uczucie. Ale kiedy emocje mijają, a seks powszednieje, przychodzi szara rzeczywistość i weryfikuje naiwne przekonania. To prowadzi zwykle do rozczarowań i rozpadu związku, a potem do powtórki z rozrywki z kolejnym księciem czy księżniczką. Zamiast przejść do następnego etapu budowania związku, takie osoby żyją historiami z przesądów ludowych (często sprzed setek lat).

- Kaśka... A co sądzisz o tym? - Beata przerwała taniec godowy przyjaciółce, nawet nie zauważając, że była ona akurat skoncentrowana na „robieniu” miłości.

Kogo Bóg darzy wielką miłością, w kim pokłada wielkie nadzieje, na tego zsyła wielkie cierpienie, doświadcza go nieszczęściem. - Fiodor Dostojewski.

- Sądzę, że muszę poznać tamtego faceta. I że ktoś, kto wymyślił, że Bóg mści się na tych, których kocha, musiał mieć naprawdę zły dzień. To przypomina ten sam koncept, że ubodzy są bardziej moralni niż bogaci, tak jakby etyka zależała od zawartości portfela. Chodź Beata, wyprodukujemy trochę przyjemnych hormonów!

Amerykańscy naukowcy są zdania, że już po kilku sekundach podejmujemy decyzję czy druga osoba może być potencjalnym partnerem (robią to przede wszystkim mężczyźni). Najważniejszym czynnikiem jest atrakcyjność, a dominującym składnikiem namiętność. Osoba, która zrobi na nas wyjątkowe wrażenie, stymuluje mózg do szeregu chemicznych reakcji, przyspieszenia akcji serca, podniesienia ciśnienia krwi. Pisała o tym w Journal od Sexual Medicine neurolożka Stephanie Ortigue z Uniwersytetu w Syracuse. Okazało się, że aż 12 obszarów mózgu uwalnia różne substancje chemiczne, w tym oksytocynę (hormon bezwarunkowej miłości), dopaminę (entuzjazm), wazopresynę (przywiązanie i przyzwyczajenie), adrenalinę (gotowość do działania), serotoninę (szczęście), testosteron (pożądanie). To ten koktajl daje potężne uczucie haju i stymuluje nas do działania.

50% Polaków (CBOS) jest przekonana, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu. Aż 98% z nich wierzy w jej istnienie! To oznacza, że połowa tych osób będzie miała problemy ze stworzeniem kolejnego związku opartego na miłości, bo przecież ta zdarza się tylko raz... Jak mówił Marek Hłasko: „Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko, co następuje potem, jest szukaniem tej utraconej miłości”. Dla porównania tylko 10% Brytyjek wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, a 30% Brytyjczyków (badania Match.com) zdecydowało się na ślub bez miłości. Czyżby prosty rachunek zysków i strat?

Beata patrzyła w stronę, uwodzącej przystojniaka, koleżanki i miała mieszane uczucia. Z jednej strony była w niej zazdrość, bo Kaśka miała to, czego ona sama chciała - była spełniona u boku mężczyzny, nawet jeśli akurat teraz przechodziła przez etap „testowania” wielu. Paradoksalnie, bo Beata i miała lepszą figurę i lepszą pracę, mogłaby - gdyby tylko się zdecydowała - spokojnie poderwać jakiegoś mężczyznę. No ale z drugiej była przecież wychowywana przez całe życie w romantycznym modelu miłości, według którego:

- miłość przychodzi sama - co zakłada, że się jej nie robi, mimo że słowo „kochać” jest takim samym czasownikiem jak „pływać” czy „jeść”,

- ten, kto kocha, czeka - należy być pasywnym i nie podejmować działania (najwyraźniej Kaśka miała zupełnie odwrotne podejście),

- w miłości trzeba cierpieć - kolejny mesjanistyczny mit dotyczący życia,

- istnieje „prawdziwa” miłość - co zakłada, że pozostałe są „nieprawdziwe”; gdyby tego samego modelu myślenia użyć w kontekście pracy, to większość albo by jej „jeszcze nie znalazła”, albo na siłę pozostawała w niechcianej, wierząc, że każda inna będzie fałszywa,

- miłość zdarza się tylko raz - to zakłada szukanie niedoścignionego ideału albo wieczną nostalgię po rozstaniu (zamiast wyciągnięcia wniosków i większej mądrości w kolejnym związku),

- miłość jest ślepa - motywuje do udawania, że w związku problemów nie ma (gdy są i powinno się je rozwiązać) i trwanie w dysfunkcjonalnych relacjach,

- miłości nie można kontrolować - zachęca do wyłączania zdroworozsądkowego myślenia i kierowania się jedynie emocjami,

- miłość jest wystarczającym spoiwem dla związku - błędne założenie, mimo statystyk pokazujących, że jednym z najczęstszych powodów kłótni związkowych są pieniądze, a powodem rozwodów brak komunikacji.

- miłość wszystko wybaczy - może zachęcać do realizowania wartości partnera kosztem swoich własnych.

Kaśka wróciła rozpromieniona do stolika.
- Mam! - i pokazała numer telefonu swojej „zdobyczy” - Umówię się z nim w przyszłym tygodniu!
- Ale czy te krótkie odloty zmysłowe dadzą Ci prawdziwą miłość? - powątpiewała Beata.
- Nie wiem, czym jest „prawdziwa miłość”, bo wierzę że to ja decyduję o tym, co czuję i co chcę czuć. Wiem też, że umawiam się na randkę, a co będzie potem - zobaczymy. Wiesz, ja mam 32 lata i już rozumiem, że miłość się robi. W moim pierwszym małżeństwie wyznawałam przez lata poglądy podobne do Twoich. Że miłość sama przychodzi, sama odchodzi, że jakiś magiczny stworek ze skrzydełkami decyduje o tym, komu w dupę wbije strzałkę z łuku.
- No i co się stało w tym pierwszym małżeństwie? - zaciekawiła się Beata.
- Nic się nie stało. Rozstaliśmy się, gdy po wielu latach niedbania o nasz związek już nic do siebie nie czuliśmy. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, dotykać się, regularnie uprawiać seks. Nie mówiliśmy sobie komplementów, nie pytaliśmy, co czujemy i tak naprawdę w ogóle się sobą nie interesowaliśmy. W pewnej chwili zdałam sobie sprawę, że mieszkam z osobą, której nie znam.
- Miłość odeszła?
- Nie, nie odeszła, my ją po prostu przestaliśmy robić. Po rozwodzie chciałam się dowiedzieć, co się stało i poszłam do zaprzyjaźnionej psycholożki na coaching. Pomogła mi wyjść ze snu...
- Jak to?
- Pokazała mi wyniki badań. A te mówiły wprost: kobiety, które się uśmiechają, są dłużej szczęśliwe w małżeństwach. A ja nie uśmiechałam się wtedy wcale. Albo że pary, systematycznie uprawiające seks i planujące swoje randki, rzadziej się rozwodzą. A my na randki nie chodziliśmy w ogóle, bo nie przyszło mi do głowy, że w małżeństwie można, a wręcz należy się uwodzić.
- Co jeszcze mówiły te badania? - wyraźnie zainteresowała się Beata.
- Że pary, które od razu rozmawiają ze sobą o konfliktach, wychodzą z nich szybciej, a nie bawią się w gry zwane powszechnie „fochami”. Wiedziałaś, że Amerykanie ukuli termin RQ - inteligencji związkowej, która uczy, jak komunikować się w związku i zarządzać relacją? To naprawdę pomaga!
- Ale to jest sztuczne, te wszystkie przepisy i reguły... - zwątpiła Beata.
- Sztuczne to jest myślenie, że coś magicznego samo przychodzi, odchodzi, i nie mamy na to żadnego wpływu. Ja do mojego przeznaczenia, które naprowadziło mnie na drogę do tego dzisiejszego przystojniaka i spontaniczności, która jest zawsze poza kontrolą, dodaję jeszcze sprawdzoną wiedzę.
- W sumie tak... - głośno myślała Beata.
- Niedawno czytałam artykuł w magazynie psychologicznym, który wskazywał na pięć ważnych punktów w komunikacji związkowej:

1. Podczas kłótni trzymajcie się za ręce i odnoście tylko do faktów, nie wypominając przeszłości. Zamiast ataku osobistego, mówcie o tym, co czujecie, a kłótnia zamieni się w lekcję, podczas której uczycie się komunikować.

2. Weźcie odpowiedzialność za własne emocje i nie obwiniajcie drugiej strony za wasze odczucia. Zamiast powiedzieć: „Zawsze, gdy mnie nie źle traktujesz...” powiedz: „Wczoraj gdy powiedziałeś .... to poczułam smutek”. Mówcie do siebie tak, jak chcecie, aby partner do Was mówił.

3. Poznajcie swoje potrzeby! Zróbcie listę tego, co chcecie, aby występowało w związku: od potrzeb finansowych, przez podziały obowiązków, seks, miłość, na wspólnym spędzaniu czasu skończywszy. Większość ludzi nie wie, czego potrzebuje i spodziewa się naiwnie, że druga strona czyta w myślach.

4. Zbudujcie ze sobą więź! Ludzie łączą się nie tylko poprzez wspólne mieszkanie, ale też wzajemną pomocą w rozwiązywaniu problemów, towarzystwem, planami na przyszłość, kreatywnością, seksem. Zaplanujcie każdy z tych poziomów.

5. Dbajcie o siebie. 5 minut dziennie poświęćcie na dotyk i okazywanie czułości, 15 minut na rozmowę o Was (nie o dzieciach, ani pracy), komplementujcie się systematycznie.


Beata poczuła się lepiej. To, co mówiła Kaśka, miało sens; można pomóc miłości większą aktywnością i autentyczną pracą nad sobą i związkiem. Uśmiechnęła się do swojej koleżanki i zapytała: Słuchaj, co robisz w ten weekend? Chętnie wyszłabym z Tobą w sobotę...
- Juuuhuuu! - krzyknęła na pół kawiarni Kaśka - Idziemy polować!

A zza jednego ze stolików w rogu wychylił się mężczyzna. - Mogę iść z Wami? - zapytał szarmancko.

- Taaaak... - pomyślała Beata. - Miłość zdecydowanie się robi.

Moje Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Co Wy robicie, aby Wasza relacja nie zależała od mitycznego stworka z łukiem i strzałkami i jakie macie sprawdzone przepisy na udane związki? Zapraszam do komentowania i życzę udanego robienia miłości!

Jeśli chcesz przeczytać więcej tekstów i nauk z zakresu praktycznej psychologii, polub profil autora: www.facebook.com/mateuszgrzesiak.
Trwa ładowanie komentarzy...